Rozmowa z Anną Schumacher – transkrypcja
Olga Pluta: Cześć! Witajcie w drugim odcinku podcastu „Artyści Zakopanego”, realizowanego przez Fundację Ściana Tatr. Nazywam się Olga Pluta i zapraszam was do cyklu rozmów z artystami tworzącymi pod Tatrami. Będziemy rozmawiać o ich twórczości, drodze artystycznej i relacji z Zakopanem. W drugim odcinku podcastu rozmawiam z zakopiańską malarką Anną Schumacher. Podcast nagrywamy we wnętrzach restauracji Mari Lor, partnera cyklu podcastów. Partnerem odcinka jest Miejska Galeria Sztuki imienia Władysława Hrabiego Zamoyskiego w Zakopanem, a projekt dofinansowany jest ze środków Urzędu Miasta Zakopane i realizowany pod honorowym patronatem Burmistrza Miasta Zakopane. Zapraszam do wysłuchania rozmowy. Dzień dobry, pani Aniu.
Anna Schumacher: Dzień dobry. Witam.
Olga Pluta: Na samym początku chciałabym powiedzieć, że bardzo się cieszę, że się spotykamy i że w tym, można powiedzieć, dość intensywnym dla pani czasie znalazła pani chwilę, żeby się spotkać i porozmawiać. Bardzo się cieszę, że przyjęła pani zaproszenie do podcastu „Artyści Zakopanego”. Mam takie pytanie: w ostatnim czasie jest dość głośno o pani w artystycznym środowisku Zakopanego, szczególnie po pierwszym kwietnia, kiedy została pani dyrektorem Miejskiej Galerii Sztuki w Zakopanem. Ale na pewno wśród osób, które będą słuchały naszego podcastu, będą też takie, którym imię i nazwisko Anna Schumacher jeszcze niewiele mówi. Czy dla takich osób mogłaby pani się krótko przedstawić, powiedzieć kilka słów o sobie jako o artystce?
Anna Schumacher: Nazywam się Anna Schumacher. Zajmuję się głównie malarstwem. Jestem malarką – nawet pewnie byłam malarką, zanim skończyłam Akademię Sztuk Pięknych, bo nigdy nie miałam innego pomysłu na swoje życie. Rzeczywiście tak jest: jestem malarką, w ostatnich latach również litografką i kuratorką. A teraz, od kilkunastu tygodni, jestem również szefową, dyrektorem Miejskiej Galerii Sztuki imienia Władysława Hrabiego Zamoyskiego w Zakopanem – to galeria sztuki współczesnej.
Olga Pluta: To może, pani Aniu, zaczynając klasycznie od początku – jakbyśmy mogły zacząć rozmawiać o pani twórczości, w tym aspekcie malarskim. Zastanawiam się, jakie tematy są dla pani aktualnie ważne, jakie panią inspirują, jakie pani teraz odtwarza w swojej twórczości. Zdaję sobie sprawę, że pewnie jest teraz trochę mniej czasu na malowanie niż było wcześniej, ale czy są takie tematy, które panią teraz inspirują?
Anna Schumacher: To jest tak, że jeśli jest się malarką – czy artystką, bo zajmuje się malowaniem – to to nie jest tylko zawód, to jest po prostu mój sposób na życie. Więc jakieś inspiracje czy tematy, które są dla mnie ważne, pojawiają się po prostu cały czas. To nie zawsze jest przełożone do końca na płótno, ale sposób patrzenia, sposób oglądania różnych rzeczy, zachwycania się niektórymi z nich albo jakimiś rozpaczami wokół mnie – to przekłada się na to, w jaki sposób pracuję i na to, czy jestem wrażliwa, a na pewno jestem wrażliwa na kolor. Ja po prostu myślę kolorem, i to jest dla mnie bardzo ważne, jaki kolor mnie otacza. To też może być jakiś wyraz nastroju. Ale też zachwycam się po prostu scenami, które widzę, i często w rozmowach kończy się to tak, że mówię: „Boże, gotowy obraz”. To po prostu jest coś ciekawego. Oczywiście w większości przypadków później nic z tego nie wynika, ale ponieważ robię – jak wszyscy teraz – coraz więcej zdjęć telefonem, wcześniej aparatem, to dużo takich motywów jest uchwyconych. To też były jakieś początki inspiracji. Ukończyłam klasyczną Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, na wydziale malarstwa, więc wtedy te tematy były bardziej akademickie. Natomiast od dłuższego czasu, w ostatnich latach, zajmuję się abstrakcją. Może to już ten czas, żeby wyrazić coś więcej tylko za pomocą – w przypadku malarzy – koloru, faktury, struktury na płótnie czy na jakimś podłożu, które używam do malowania. Już przestało mnie interesować ściśle figuratywne przedstawianie – posuwamy się trochę dalej. Bez żadnych założeń z góry, że teraz tak trzeba – po prostu to wynika z mojej pracy. Jest taka potrzeba wyrażania pewnych emocji przez nie do końca sformalizowane przedstawienia.
Olga Pluta: A czy można powiedzieć, że pani malarstwo jest taką opowieścią o pani życiu?
Anna Schumacher: Oj, to tak – na pewno pewne wydarzenia w moim życiu wpłynęły na wybór tematów. Pamiętam, że na samym początku mojej pracy artystycznej była potrzeba przedstawiania gór, ponieważ tęskniłam w Krakowie za górami – okazało się, że jednak tęsknię. Później ten temat przez dłuższy czas zupełnie mnie nie interesował, natomiast w którymś momencie powrócił, tylko już w innej formie – bardziej geometrycznej, bardziej syntetycznej, jako góra-symbol. Więc na pewno jakieś rzeczy, które mnie otaczają, czy wydarzenia z mojego życia, to jest, jak mówię, sposób na moją relację z otaczającym światem. To wszystko wpływa na to, co mi się podoba, co lubię. W ogóle lubię pracować malarsko – to jest dla mnie wielki przywilej, że mogę to robić, i od dłuższego czasu rzeczywiście to robię. Tęsknię za takimi momentami, kiedy nie mogę malować.
Olga Pluta: Powiedziała pani, że głównym środkiem wyrazu jest u pani kolor. Dlaczego akurat kolor? Niektórzy wybierają jako swoją formę wyrazu na przykład rozmiar obrazów i malują wielkie płótna, inni skupiają się na fakturze. A dlaczego u pani właśnie kolor ma takie znaczenie?
Anna Schumacher: Dlatego że kolor ma znaczenie – po prostu ma znaczenie. To jest cała nauka, teoria, którą w którymś momencie chciałam pogłębić, zapoznać się z tym, dlaczego tak, a nie inaczej. Ale myśląc zupełnie intuicyjnie – każdy z nas, nawet osoba, która nie zajmuje się sztuką, odczuwa w jakiś sposób kolor, choćby przez dyskomfort: coś jest nieprzyjemne, nie możemy przebywać albo męczymy się w jakimś pomieszczeniu, albo nie. Pamiętam na przykład wystawę, na której wszystkie ściany ekspozycji były pomalowane na ciemny, śliwkowy, taki ciemny fioletowy kolor – i wyszłam zmęczona. Ten kolor mnie absolutnie przytłaczał, i mniej pamiętam same obrazy, a bardziej wrażenie, jakby na ścianach wisiały te same ściany. Więc kolor ma znaczenie w naszym życiu – możemy się dobrze czuć poprzez kolor, poprzez światło i kolor. To jest coś, czego trudno mi racjonalnie wytłumaczyć. Współpracuję z różnymi artystami i widzę, że kogoś bardziej zajmuje forma, kogoś rysunek – no ale wtedy nie jest malarzem, tylko na przykład zajmuje się grafiką albo rzeźbą, bo dla niego najważniejsza jest forma, a dla mnie kolor.
Olga Pluta: Powiedziała też pani, że to już czas, żeby zająć się abstrakcją. Co daje abstrakcja? Czego nie daje malarstwo figuratywne?
Anna Schumacher: Może nie tak bym to ujęła. Ale na pewno z doświadczenia – pedagogicznego i jako widza, obserwatorki różnych pokazów malarskich – wydaje mi się, że właśnie w abstrakcji bardzo widać, kto jest dobrym, a kto złym malarzem. Po prostu nie da się uzasadnić czy utrzymać pewnej realizacji, jeżeli to nie jest dobry obraz w abstrakcji. Trudno na przykład powiedzieć przy abstrakcji, że coś jest kiczem – po prostu jest słabe, nie zatrzymuje nas, nie interesuje. Więc wydaje mi się, że abstrakcja w ogóle jest trudna, żeby była satysfakcjonującym projektem, satysfakcjonującą realizacją. Podziwiam malarzy, którzy potrafili doskonale poradzić sobie i z kolorem, i z wyrażeniem siebie w takiej formie – choćby w Zakopanem Tadeusz Brzozowski. Te obrazy po prostu są doskonałe, to wielka przyjemność obcować z dobrą sztuką. I wydaje mi się, że często, kiedy obserwowałam bardzo młodych malarzy czy uczniów – jeżeli zaczynają od abstrakcji, albo osoby, które się tym nie zajmują, a zaczynają malować abstrakcję, bo wydaje im się, że to jest szybkie i prostsze – to widać, że ktoś tego nie umie zrobić. Po prostu trzeba, moim zdaniem, mieć bardzo dobrą podstawę w głowie i w ręce, żeby w ogóle taką pracę zrobić. Malarzy jest dużo, każdy w sumie może malować i nawet powinien, bo to jest forma przyjemnej ekspresji człowieka. Więc nie jestem przeciwniczką tego, że ludzie chcą malować różne rzeczy, ale powinni przy tym też myśleć i wiedzieć pewne rzeczy.
Olga Pluta: A pani jako artystka, z jaką sztuką lubi obcować?
Anna Schumacher: To jest bardzo zmienne – z dobrą sztuką. Męczę się na złych wystawach, okrutnie się męczę, jeżeli widzę, że coś jest puste, wtórne albo zbyt komercyjne – to mnie nie interesuje. Nie mówię, że to nie może być ładne – może być, czemu nie, przyjemne też może być, ale to nie jest coś, czego szukam. Pamiętam do tej pory taki spór w domu, bo znalazłam kiedyś za szafą piękny obraz – powiem: Okunia. Śmiałyśmy się z tego później bardzo, bo byłam zachwycona i dalej jestem zachwycona tym obrazem, wisi u mnie w domu, ale moja babcia, mająca dużo bardziej wyrobiony smak ode mnie w tamtym czasie, mówiła: „To okrutny kicz”. A pradziadek nie znał się, jak to kupował. Więc lubię czasami obcować też z czymś estetycznym – w szkole zachwycałam się prerafaelitami, no ale czemu nie? Rodzaje sztuki, które mnie interesują, są bardzo różne, wszystko mnie interesuje. Natomiast jeżeli jestem zawiedziona i nie znajduję tam jakiegoś punktu zaczepienia na dłużej, to szybko zmieniam otoczenie.
Olga Pluta: Obiekt zainteresowania.
Anna Schumacher: Tak. I to też jest tak, że dużo rzeczy mnie interesuje, a potem coś kolejnego – to się zmienia. Nie mówię, że nigdy już nie będę malowała martwych natur, bo może tak. To jest bardzo przyjemne w byciu malarzem, że można samemu wybierać, co się chce robić.
Olga Pluta: Pani Aniu, myślę, że to, co jest bardzo interesujące w pani dotychczasowej ścieżce artystycznej, to na pewno to, że jest pani doktorem sztuki. Proszę opowiedzieć, w jaki sposób zostaje się doktorem sztuki.
Anna Schumacher: W jaki sposób… To było swego rodzaju wyzwanie na samym początku – pisałam trochę tekstów o sztuce i interesowała mnie też ich formuła, strona formalna. Studiowałam chwilę historię sztuki, więc zawsze interesowały mnie rozprawy teoretyczne i historyczno-sztuczne na temat dzieł sztuki czy artystów. To dla mnie zawsze były ciekawe historie, byłam bardzo zainteresowana historią sztuki – to mnie fascynowało. W którymś momencie powstał też pomysł na jakąś większą realizację obrazów. Doktoraty z dziedziny sztuki są bardzo różne, bo dziedziny sztuki są różne i artyści zajmują się tym z różnych powodów. Mój powód był taki, że chciałam jeszcze w życiu postudiować, czegoś się więcej dowiedzieć, rozwinąć, poszukać czegoś na tematy, które mnie interesują. W dziedzinach sztuki trzeba przedstawić swój zamiar i opowiedzieć o tym, co się chce robić – co na samym początku może nie być jeszcze do końca jasne, bo na proces tworzenia jest zarezerwowany jakiś czas, bodajże cztery lata, już nie pamiętam dokładnie. Ja jakoś szybko to wszystko pokonałam, w ciągu dwóch lat byłam w stanie to zrealizować. Rzeczywiście skupiłam się nad tym, i też pomogła mi akurat pandemia, bo mogłam siedzieć w domu, malować i studiować to, co chciałam. Najpierw powstał konkretny cykl obrazów, nad którym pracowałam prawie ponad rok – dotyczący w jakimś sensie wydarzeń w moim życiu, dosyć ekstremalnych, związanych ze śmiercią. Chciałam to jakoś przełożyć, albo może nawet nie tyle chciałam, tylko po prostu te pierwsze obrazy tak się jakoś zawiązały. Było to skupienie na pewnych przedmiotach, które zaczęły się pojawiać na tych obrazach – i pytanie: dlaczego? Pytanie, które nasunęło się później, że już jakiś czas wcześniej – tutaj przyniosłam jeden z katalogów – zajmowałam się gabinetami osobliwości. To był projekt dotyczący martwych natur, w których wykorzystywałam przedmioty, klasyczny sposób kompozycji martwej natury. Te przedmioty, które mnie otaczały, były ważne, więc się pojawiały, a później pytanie było: czemu? Czemu jakiś przedmiot jest ważny? To jest pytanie przewodnie, które mnie nurtuje – czemu dany przedmiot jest ważny. Może być ważny z różnych powodów, i tak pokrótce, bo to długi temat, o którym mogłabym długo opowiadać – pierwszy powód to emocje, uczucia. Opowiadając na przykład o przedmiotach, które się pojawiły na tych obrazach: w jednym z pierwszych była czaszka kruka – jako przedmiot w pracowni, służący do studiowania anatomii i studiów rysunkowych. Ale później można to postrzegać w różny sposób – jako pamiątkę, jako przedmioty, które są dla nas ważne, które lubimy, bo używamy, bo są pamiątką. Więc zaczęłam się zastanawiać, jaki był w historii kultury europejskiej proces kolekcjonowania przedmiotów. To są oczywiście wspomniane wcześniej gabinety osobliwości, które były prekursorem zbiorów muzealnych – każda wykształcona osoba, powiedzmy w renesansie, posiadała gabinet osobliwości. A co się w takich gabinetach znajdowało? To inna historia, ale jakie były kolekcje i skąd się brały? Trofea wojenne – to były jedne z pierwszych kolekcji w starożytnym Egipcie, na przykład doszłam do informacji, że Tutenchamon kolekcjonował laski spacerowe, z którymi został pochowany, więc dlatego o tym wiemy. Artyści, malarze – o tym też pisałam – posiadali kolekcje, które były wykorzystywane jako tematy malarskie albo przedmioty pojawiające się na obrazach. O gabinetach mogłabym długo opowiadać, ale jest też takie powiązanie między sztuką i gabinetami, że malarze pracowali dla kolekcjonerów, którzy posiadali gabinety osobliwości, bo gabinety osobliwości były powodem do dumy, a możnowładcy czy bogate osoby, które je posiadały, chciały je udokumentować – więc artyści pracowali na zlecenie, graficy czy malarze. Stąd też wiemy o tych gabinetach, bo zachowały się takie spisy, grafiki, nawet książki przedstawiające kolekcje. Ja to wszystko wplotłam w swoje malarstwo, bo tematy, które się tam pojawiają, zaczęły się pokrywać z przedmiotami, które są klasycznymi elementami kolekcji gabinetów osobliwości – na przykład czaszki.
Olga Pluta: A pani ma swój własny gabinet osobliwości?
Anna Schumacher: Ależ oczywiście, cały mój dom jest gabinetem osobliwości. Rzeczy, które są wykorzystywane w gabinetach osobliwości – bo gabinety to nie jest całkowita przeszłość, gabinety istnieją też współcześnie – są kolekcjonerzy, którzy posiadają takie zbiory historyczne, ale też współpracują z artystami współczesnymi, którzy bazują na takich tematach. Ciekawe jest też, co w takim gabinecie powinno było być, co było zalecane – na przykład cuda techniki. Pisałam też cały rozdział w swojej pracy o pierścionkach, o pierścieniach, bo wyszłam z założenia – przy jednym z obrazów, na którym pojawiają się pierścienie – że każda kobieta, nawet jeżeli go nie nosi, to jakiś pierścionek posiada. To jest ciekawe, bo na przykład jakieś ludy nieeuropejskie pewnie byłyby zdziwione, czym jest taki krążek, który się nosi na palcu. Ale po pierwsze, palec, na którym się nosi taki przedmiot, miał znaczenie już od starożytności – to jest cała, czasem skomplikowana, wiedza. Później motywy, dlaczego się takie pierścienie nosiło – zrobiłam też research pomiędzy znajomymi, przyjaciółkami i kobietami, które opowiedziały mi o swoich pierścionkach, i to bardzo ciekawe historie. Jedna na przykład dostała od męża pierścionek-meteor, który nosiła jego mama, gdy była w ciąży z jego koleżanką, i ona go teraz nosi. Pamiątka ze ślubu, pamiątka po kimś, kto odszedł. Więc kluczem do wszystkich tych opowieści są emocje – i ja te emocje ujęłam w opowieść, przełożyłam na część artystyczną. Później ta opowieść rozwinęła się w historyczną, z historii sztuki europejskiej. A później jeszcze pisałam o kolorze niebieskim, bo to jest dominujący kolor w tym cyklu, więc chciałam się więcej dowiedzieć – to było moje nieustanne dociekanie, czemu ten kolor niebieski może być taki albo inny, jak był postrzegany w historii kultury europejskiej, powiedzmy w starożytnej Grecji – skoro to też kolebka naszej sztuki – inaczej niż jest postrzegany teraz.
Anna Schumacher: To było ciekawe. Te tematy pojawiały się też w trakcie pracy – to nie było tak, że wszystko wiedziałam od początku, jak bym chciała to przestudiować, jak bym chciała to opisać. Natomiast to było właśnie fascynujące, wielka przyjemność takiej pracy, że te tematy jakby same…
Olga Pluta: Nasuwały się.
Anna Schumacher: Nasuwały się, i coraz bardziej ciekawie się robiło, i ja tam sobie poszukiwałam. I na przykład zahaczyłam tutaj też o region Podhala, bo – o czym wiedziałam wcześniej, bo posiadałam takie przedmioty w domu – strój góralski przecież wyglądał inaczej, bo spódnice góralskie były niebieskie.
Olga Pluta: A to ciekawe.
Anna Schumacher: Także farbiarnie, czy „modrotlać”, jak to mówią Słowacy. To też jest ciekawe. Tutaj na Podhalu ta technika farbowania płótna – nie tylko na ubrania, ale też na rzeczy użytkowe – była związana z kolorem niebieskim, indygo, granatowym. To zupełnie zapomniane, ale te farbiarnie jeszcze gdzieś są, w skansenach. Tutaj na Podhalu trochę powróciła moda na takie niebieskie spódnice, a z tych materiałów szyto też na przykład pościele. Muzeum Tatrzańskie ma nawet pozycję dotyczącą tych niebieskich druków podhalańskich, i też pisałam o tym.
Olga Pluta: Ciekawe.
Anna Schumacher: Także to są takie opowieści.
Olga Pluta: Bardzo szeroka opowieść o tych gabinetach osobliwości.
Anna Schumacher: Tak.
Olga Pluta: A pani Aniu, to jak analizowanie tych wszystkich kwestii związanych z gabinetami osobliwości, kolorem niebieskim, wpłynęło na to, jak pani aktualnie tworzy? Czy to jakoś…
Anna Schumacher: Nie, bo szybko to później porzuciłam. Nie do końca, ale ten cykl uważam w tym momencie za zamknięty. Namalowałam, co chciałam. Cała ta opowieść ma swój początek i koniec – to jest piętnaście wielkoformatowych obrazów, i to jest zamknięta historia, w której zawierają się różne opowieści, także moje prywatne, z tych gabinetów. Studia nad kolorem niebieskim, jakieś eksperymenty na temat malarskich, też technologicznych rzeczy – to wszystko wykorzystałam w tym cyklu. Tej pracy poświęciłam się przez dwa lata.
Olga Pluta: Bo prace malarskie można było zobaczyć w Miejskiej Galerii Sztuki na wystawie.
Anna Schumacher: W końcu tak, po dłuższym czasie oczekiwania można było je zobaczyć w Zakopanem, ale pokazywane były też w Centrum Sztuki Współczesnej w Radomiu oraz na Słowacji, w Bańskiej Bystrzycy.
Olga Pluta: A sama ta praca teoretyczna, ona jest gdzieś do przeczytania?
Anna Schumacher: Chyba tylko na wydziale, na uczelni. Natomiast jest wskazanie do publikacji tych studiów na temat koloru niebieskiego. Ale co będzie, to zobaczymy. W sumie nie ma tak bardzo dużo bibliografii dotyczącej akurat koloru niebieskiego. Korzystałam z książek czeskich i takich ogólnie dostępnych na temat historii koloru, ale też pogłębiałam tam swoje poszukiwania. A później, jak już skończyłam to pisać, okazało się, że jest jeszcze bardzo dużo tematów, o których mogłabym – na przykład o kopalniach jakichś minerałów na Dolnym Śląsku. Nie wiedziałam o tym wcześniej, więc trzeba to jeszcze odświeżyć i przygotować.
Olga Pluta: No ile jeszcze koloru do przeanalizowania?
Anna Schumacher: Nie, nie, nie. Daruję sobie. Skupię się na tym niebieskim.
Olga Pluta: Na tym niebieskim. Dobrze, pani Aniu – na samym początku powiedziała pani też, że zajmuje się pani litografią, poza malarstwem. Chciałam podpytać, skąd w ogóle ta miłość do tej techniki i czym w ogóle ta technika jest – może na początek byśmy to wyjaśniły.
Anna Schumacher: Czym jest technika litografii? Grafika w ogóle dzieli się, krótko mówiąc, na trzy działy: druk wypukły, druk wklęsły i druk płaski. Litografia jest drukiem płaskim. W druku wklęsłym odbitka powstaje przez to, że grafik wydrążuje czy wydłubuje, dłubie, powiedzmy, w płycie, i tam wchodzi farba drukarska. Druk wypukły jest jak pieczątka – to, co wystaje, to drukuje. Natomiast litografia posługuje się głównie kamieniem litograficznym, który ma taką specyficzną strukturę, że nic w niego nie wsiąka – wszystko zostaje na powierzchni kamienia. Żeby zrobić litografię, używa się kamienia litograficznego, który nie jest tak powszechnie dostępny, więc litografów nie jest dużo. To jest technika dosyć żmudna – trzeba po prostu zobaczyć, jak się robi taką litografię. To, jak przebiega sam druk, to już inna opowieść. Natomiast to jest technika dobra dla malarzy, można tak powiedzieć, bo na kamieniu litograficznym można działać w różny sposób – można rysować, malować, używać kredek litograficznych, używać tłuszczu – to wszystko powinno być tłuste, bo to, co jest tłuste, zostaje na powierzchni kamienia. Można też transferować zdjęcia. Jest bardzo dużo możliwości litograficznych. Techniki litograficzne generalnie poznaje się w trakcie tego, jak się pracuje. Ja nie jestem litografem, nie jestem w ogóle grafikiem, więc te procesy są dla mnie trochę tajemnicze. Zajmuję się teraz litografią już prawie piętnaście lat, i to jest fascynujące. Pisałam kiedyś, że to jest taki magiczny proces, bo ten kamień nie zawsze zachowuje się tak, jak byśmy chcieli – dużo zależy od technologii i od mojej umiejętności. Teraz od jakiegoś czasu pracuję w bardzo dobrej pracowni litograficznej w Pradze, Litografia Svoboda – polecam to miejsce wszystkim, to pracownia, gdzie można przyjechać i korzystać ze wskazówek drukarzy litograficznych. Tak pracował na przykład Toulouse-Lautrec – dostawał kamień, rysował, a drukarze litograficzni drukowali dla niego, w czasie jego obecności, a sam proces przebiegał już później, w czasie druku. To jest ciekawe. Ja też pracowałam, sama drukując, ale nie jestem mistrzem – czasami dużo takiej pracy może zostać zaprzepaszczone przez jakieś złe decyzje, brakuje mi trochę wiedzy technologicznej, ale to też jest ciekawe, bo pojawiają się niespodzianki, które można wykorzystać. Kocham litografię wielką miłością.
Olga Pluta: A jak właśnie ta miłość się zaczęła?
Anna Schumacher: W Pradze. Praga jest miejscem, gdzie są pracownie litograficzne, i miałam możliwość, żeby to zobaczyć. Pracownie litograficzne są przeważnie na Akademiach Sztuk Pięknych – niewiele osób ma swoje własne pracownie, ze względu na komplikacje związane z matrycą, czyli z kamieniem: kamień jest kosztowny i ciężki, więc trochę trudno samemu sobie tak drukować. Pracownie są oczywiście też w Krakowie, ale ponieważ na akademii nie do końca wiedziałam, jak się to robi, nie wykorzystałam tej możliwości, żeby się tego nauczyć – co żałuję, bo pewnie byłabym lepszą litografką. Ale nie skorzystałam, i ta litografia jakoś później do mnie wróciła. To była też kwestia spotkań między artystami, między ludźmi – poznałam ludzi, którzy zajmują się tą litografią. Mój przyjaciel Jiří Kubelka, który był malarzem, nie litografem, nie grafikiem, nauczył mnie tego, i teraz po prostu też to wykorzystuję. To jest świetna technika.
Olga Pluta: A co daje litografia, czego nie daje malarstwo?
Anna Schumacher: Większą liczbę odbitek – to też ma swoje zalety. Ale poza tym, ten rodzaj pracy troszeczkę inaczej dyscyplinuje – trzeba się tutaj trochę zastanowić. W którymś momencie, kiedy przestajemy się już całkiem bawić i chcemy uzyskać coś bardziej ambitnego, musimy trochę wiedzieć, jak ten proces przebiega. To jest ciekawe, podoba mi się to, i od czasu do czasu – teraz pracowałam tak, że uzupełnieniem cykli obrazów były cykle litograficzne, graficzne.
Olga Pluta: A zdarza się pani jeszcze tworzyć ilustracje do książek albo jakieś inne formy artystyczne?
Anna Schumacher: W ostatnim czasie już tylko takie okładki książek dla przyjaciół. Tutaj w Zakopanem zrobiłam ilustracje do publikacji pana Mariusza Koperskiego. Ale już nie daję rady zajmować się wszystkim. Czasami mam ochotę stworzyć jakąś książkę dla dzieci, ale to też wymaga czasu i zmiany warsztatu, więc na razie zajmuję się malarstwem.
Olga Pluta: Okej. A ceramika? Bo wspominała pani też, że to jest jakiś obszar pani zainteresowań artystycznych.
Anna Schumacher: Tak. Przez pobyty w Czechach, w którymś momencie pojawiła się możliwość pracy z porcelaną – to też niesamowita przyjemność. I co? Znowu kolor niebieski, czyli kobalt – kobalt na porcelanie. Miałam taką możliwość i kilka razy robiłam swoje realizacje w unikatowej porcelanie, to jest bardzo ciekawe. Mogłam też pracować w dużej fabryce Thun w Karlowych Warach, bo byłam tam zaproszona na duże międzynarodowe sympozjum porcelany z okazji stulecia fabryki Thun. To bardzo ciekawe, bo to też technologia. To jest dla mojej przyjemności, bo żeby to robić naprawdę dobrze, trzeba by to bardziej postudiować. Ale w którymś momencie, jak zaczęłam się wgłębiać w tę porcelanę, pomyślałam: „Kurczę, trzeba było może studiować we Wrocławiu design, a nie malarstwo – mogłabym malować, a przy okazji robić jeszcze coś bardziej użytkowego”.
Olga Pluta: To jeszcze do tej ceramiki można dodać, że nie tylko jest pani artystką, ale też bywa pani kuratorką.
Anna Schumacher: Tak.
Olga Pluta: Chyba największym takim projektem jest Międzynarodowy Plener imienia Anny Górskiej, który pani organizuje od ośmiu lat. Zanim przejdziemy do samej idei pleneru, chciałam podpytać o patronkę tego pleneru, czyli o Annę Górską, bo to dla pani bliska osoba. Czy mogłaby pani opowiedzieć, kim była Anna Górska i dlaczego warto znać tę postać?
Anna Schumacher: To moja babcia. Anna Górska – wyjątkowa postać, bez dwóch zdań, i wszędzie mówię, że to była tak wszechstronna osobowość, że naprawdę… Rozmawiałam tu z kimś w Zakopanem, i ta rozmowa zakończyła się tym, że rzeczywiście ciężko w jakikolwiek sposób jej dorównać. Przede wszystkim dlatego, że była niesamowicie utalentowaną osobą w wielu aspektach – to w ogóle jest niemożliwe do przeskoczenia. Anna Górska przede wszystkim znana jest tutaj jako architektka, która po wojnie odcisnęła wyraźne piętno na samym Zakopanem, na tym stylu neowitkiewiczowskim. Doktor Moździerz nawet napisał o niej, że była tu epoka Anny Górskiej w architekturze, co w tamtych czasach w Polsce, wydaje mi się, było naprawdę wyjątkowe – i te realizacje udało jej się zrealizować z sukcesem. Przez całe swoje pracowite, niezwykłe życie była bardzo aktywna na polu architektury, ale też na polu artystycznym, więc miałam dobrą bazę w domu. Babcia bowiem do końca prawie swojego życia była bardzo aktywna intelektualnie i twórczo. Rysowała bardzo dużo, nie rozstawała się ze szkicownikiem – jak podróżowała, to też ze szkicownikiem. Pamiętam, że jednym z większych dramatów po powrocie z Sycylii było to, że wyrwali jej torebkę chłopcy jadący na skuterze – co się zdarza gdzieś w Palermo, już nie pamiętam dokładnie gdzie. Ale rozpacz nie była z tego powodu, że straciła pieniądze, portfel czy paszport, tylko że przepadł szkicownik i ołówek, którego wtedy nie było łatwo u nas kupić – więc szarpała się z nimi, miała rozbite kolano, bo próbowała ocalić nie torebkę, tylko szkicownik. Ale przepadł. Musieli być rozczarowani, podejrzewam, ona zrozpaczona. Pamiętam tę sytuację. Bardzo dużo pracowała też pod koniec swojego życia, kiedy już nie pracowała zawodowo jako rysowniczka – nie rozstawała się ze szkicownikiem, miała jakąś wewnętrzną dyscyplinę, że pracowała, prawie codziennie rysując. Niektóre motywy najpierw powstawały na drobniejszych formatach, jakichś szkicach, a później realizowała je w większych formach. Ale też malowała, projektowała meble, rzeczy użytkowe, metaloplastykę. Pamiętam, jak przeczytałam kiedyś artykuł o Alvarze Aalto, i autor zachwycał się, że jego projekty były całościowe – i wtedy sobie uświadomiłam, że wszyscy skupiają się na tym, że architekci na Zachodzie robili projekty całościowo, a Górska też robiła te projekty całościowo. Może ludzie nie do końca zdawali sobie sprawę, że – począwszy od tego, że potrafiła sensownie poprowadzić obliczenia konstrukcyjne – przez całą architekturę obiektu, który, jak sobie zdajemy sprawę, był wtedy rysowany całkowicie ręcznie, aż po wszystkie wizualizacje, projekty mebli, oświetlenia i detali. To jest naprawdę olbrzymia praca, bez wspomagania się komputerem, jak teraz. Potrafiła wszystko narysować w każdej skali, z każdego rzutu. To jest niesamowita umiejętność, ale przede wszystkim potrafiła to wymyślić. To jest zawsze niezwykłe, że miała tak naprawdę świetne pomysły i potrafiła je później doprowadzić do realizacji, współpracując z różnymi tutaj podhalańskimi rzemieślnikami. Potrafiła znaleźć osoby, o których wiedziała, że umieją to zrealizować z sensem – bardzo ceniła sobie współpracę z lokalnymi kowalami czy stolarzami, którzy w jej mniemaniu potrafili wykonać piękną pracę. Ceniła sobie dobry materiał. Znała się na tym dobrze. To jest bardzo ciekawe, że jako niewielka kobieta potrafiła doprowadzić do tak dużych realizacji – na przykład Pięć Stawów. To jeden z takich pięknych obiektów, który powstał najpierw z jakiejś wizji, z miłości do gór – żeby nie zaingerować za bardzo w to piękne miejsce i osadzić budynek tak, żeby nie było dysonansu w przestrzeni. Takie myślenie, wykorzystanie materiałów, które tam były dostępne, przewożenie nawet tratwami elementów do budowy schroniska – potrafiła to jakoś ogarnąć, i sprawnie, jeszcze w czasach, kiedy rzeczywiście było skromnie. Na przykład tutaj budynek, który jest bardzo krytykowany i moim zdaniem mocno zaniedbany – może teraz już nie tak rażący jak kiedyś, ale zniszczony, a ma doskonały potencjał. To budynek z granitu, o prostej bryle, i wbrew temu, co wielu ludzi tu uważa, to nie jest za duża bryła. Można by to było w świetny sposób, może nieelegancko to ujmę, ale zliftingować architektonicznie, dodać pewne elementy, jakieś technologiczne, na przykład szkło. Jest zaprojektowany naprawdę doskonale pod względem użytkowym – była winda, wszystko, co trzeba, dobre oświetlenie, kawiarnia – takie pomysły, które nie były do końca powszechne w tamtych czasach. Ja nawet ten granit lubię, chociaż smutno mi czasami, jak patrzę, że jest po prostu odrapany – nie mógł uzyskać tego swojego blasku, i teraz tego blasku już w ogóle mało widać. Natomiast jeżeli ktoś ma świadomość przestrzenną, to wie, że to jest dobrze zaprojektowany, użytkowy budynek usługowy, więc można by to naprawdę bardziej wykorzystać – bez zbędnych ornamentów i różnych dziwnych, szybko przemijających detali, których ten budynek na szczęście nie ma.
Olga Pluta: Tych obiektów w Zakopanem i w Tatrach, które zaprojektowała pani babcia, jest naprawdę dużo.
Anna Schumacher: Dużo.
Olga Pluta: Jakby ktoś chciał się wybrać na spacer…
Anna Schumacher: Szlakiem.
Olga Pluta: Szlakiem albo spacerem po Zakopanem, w poszukiwaniu tych obiektów, to jakie miejsca…
Anna Schumacher: Zawsze coś znajdzie.
Olga Pluta: Zawsze coś znajdzie. A jakie miejsce by pani poleciła?
Anna Schumacher: Myślę, że najprzyjemniej to jednak pójść w góry, do schroniska. Pamiętam, że zawsze, jeszcze nawet pod koniec życia mojej mamy, która też była związana z branżą budowlaną, była konstruktorem, lubiłyśmy na przykład Chochołowską, bo tam jest przyjemnie siąść na tym dużym tarasie – skrzydło tego schroniska jest duże, otwarte na słoneczną stronę, więc to jest sama przyjemność, żeby korzystać z dobrze zaprojektowanej architektury. Wydaje mi się, że architekci teraz mało zwracają uwagę na osadzenie budynków w stronę dobrego oświetlenia, naświetlenia – że pojawia się za dużo załamań w dachach. To jest w ogóle jakieś szaleństwo – te wszystkie szczyty, ornamenty, niepotrzebne. Nie idziemy w stronę upraszczania estetyki, nowoczesnej czy prostej. A to umiała świetnie wykorzystać właśnie Górska, która zrealizowała też parę projektów poza Polską.
Olga Pluta: Na przykład?
Anna Schumacher: To jest ciekawa historia. Osiedle mieszkaniowe pod Londynem. Myślę, że gdyby mogła dłużej być za granicą, może wszystko potoczyłoby się trochę inaczej. Ale w tamtych czasach komuniści zadecydowali, że nie wypuszczą mojej mamy i jej męża, czyli Michała Górskiego, i po dwóch latach zdecydowała się wrócić. Pracowała w dobrym biurze architektonicznym w Londynie, London County Council, i do końca jej życia to biuro przysyłało zawsze zaproszenia na wszystkie spotkania pracowników, jakieś jubileusze. To było bardzo miłe, że pamiętali o niej, że wspominali ją jako szefową działu projektowania użytkowego dla ludności.
Olga Pluta: Bo jeżeli wrócimy jeszcze w Tatry, to też schronisko na Hali Ornak jest dziełem pani babci. Lubi pani to miejsce?
Anna Schumacher: Też lubię, bardzo. Pewnie w dzisiejszych czasach te schroniska byłyby pomyślane jako dużo większe, ale wtedy był inny czas. Ludzie też zapominają, że ruch turystyczny w ogóle to było wielkie wydarzenie, że te schroniska powstały – może nikt się nie spodziewał, że aż tyle osób będzie chciało wdrapać się gdzieś tam wysoko i zjeść szarlotkę.
Olga Pluta: Szarlotkę. Kultową.
Anna Schumacher: Tak. Ale dobrze, że są.
Olga Pluta: Pani Aniu, pani babcia była bardzo mocno, widać, związana z Zakopanem i z Tatrami. A pani? Czy uważa, że Zakopane to jest miejsce dobre dla artystów? Jak się pani pracuje jako artystce w Zakopanem?
Anna Schumacher: To jest takie pytanie… Nie wiem. Teraz, w tym momencie swojego życia, muszę powiedzieć, że ja lubię mieszkać w Zakopanem. Byłam w różnych miejscach na świecie i wracam tutaj, i lubię Zakopane – mimo wszystkiego, co się dzieje, co krytykujemy, co nam doskwiera, co jest irytujące, jakiś chaos, też architektoniczny. Ale, o rany, wszyscy lubią Zakopane – gdzie jest tak pięknie. Trzeba też, wydaje mi się, doceniać, że mogę tutaj być, mieszkać w domu, w którym mieszkam, i lubię to. Tęsknię za Krakowem czasami, ale to nie jest daleko.
Olga Pluta: A to Zakopane tak mocno wpływa na pani twórczość, że myśli pani, że ona by wyglądała inaczej, gdyby pani tworzyła poza Zakopanem?
Anna Schumacher: Moja twórczość?
Olga Pluta: Tak. Czy gdyby tworzyła pani w Krakowie albo w jakimś innym punkcie na ziemi, w Pradze na przykład, na stałe.
Anna Schumacher: To jest trudne pytanie. Praga jest cudowna, zawsze miło jest podróżować. Kiedyś robiłam z koleżanką taki cykl wystaw „Babylon”, poświęcony kobietom, które spotykałyśmy w podróżach, i w jednym z tekstów, które pisałam do tej wystawy, było, że podróżować jest bosko – co mówiła w jednym ze swoich tekstów Kora Jackowska. Więc podróżować jest bosko, i fajnie jest też wrócić do domu. Zawsze żyłam pomiędzy Krakowem i Zakopanem, a także Pragą – czemu nie? To się zmienia, czasami mam ochotę gdzieś pobyć indziej, i jeżeli się da, to to robię. Jest dużo ciekawych miejsc, w ogóle trzeba podróżować – wszystkim polecam, żeby się przemieszczali i znajdowali ładne, ciekawe miejsca do pracy. Mam parę takich miejsc, w których lubię pracować poza Zakopanem, dobrze się tam czuję – to zależy od różnych rzeczy, też od murów, które mnie otaczają jako jakaś pracownia. Lubię na przykład pracować w Turnau, to jest we Frankonii, jest tam taki projekt, w którym uczestniczę od paru lat, i lubię tam być, dobrze się tam pracuje. Nie musi to być zawsze Zakopane, ale czemu nie.
Olga Pluta: Wracając szerokim kołem do tego międzynarodowego pleneru artystycznego, który prowadzi pani od ośmiu lat – czy mogłaby pani coś…
Anna Schumacher: W sumie pierwszy plener odbył się w dwa tysiące czternastym roku. Później była przerwa pandemiczna, więc tak naprawdę to jest dłużej niż osiem lat, ale z przerwą.
Olga Pluta: Okej, a jaka jest właśnie idea takiego spotkania? Bo to jest spotkanie, które integruje ludzi z wielu środowisk, z wielu krajów, artystów tworzących w wielu technikach.
Anna Schumacher: Tak, taki był zamysł, i takie są zwykle pomysły na sympozja czy plenery artystyczne – żeby pracować wspólnie przez jakiś czas. Wydaje mi się, że to jest miłe, że to jest ważne. Staram się zaprosić osoby, które mnie interesują, które znam – zwykle też kończy się tak, że zapraszam osoby, które znam, bo wiem, jako kuratorka takiego projektu, że na takim spotkaniu musi być dobra atmosfera pomiędzy artystami, aby można było efektywnie pracować. To nie może być miejsce jakichś konfliktów czy sporów między uczestnikami, więc to jest pewna sztuka, żeby zaprosić takie grono ludzi, które będzie się inspirowało, któremu będzie się dobrze razem pracowało – i wtedy powstają ciekawe realizacje. Cieszę się, że mogę zapraszać różne osoby, i chyba nigdy mi się nie zdarzyło, żeby ktoś nie chciał przyjechać – może nie mógł, ale nikt nigdy nie odmówił udziału w międzynarodowym plenerze artystycznym imienia Anny Górskiej. Spotykamy się, działamy, wymieniamy myśli, możemy czasem podpatrzeć, co ktoś robi. Pamiętam, jak była u nas niemiecka artystka Andrea Wünderlich, która zajmuje się kaligrafią – to było ciekawe, bo mogliśmy zapoznać się z możliwościami kaligrafii współczesnej, bo ona się tym czynnie zajmuje i uczestniczy w różnych spotkaniach, nie litografów, przepraszam, tylko kaligrafów. To było ciekawe. Graficy, rzeźbiarze, szklarze, malarze, także malarki – głównie artyści wizualni.
Olga Pluta: A czy jest jakiś temat przewodni, na którym państwo pracują w czasie pleneru? Czy to jest bardziej taka swobodna twórczość?
Anna Schumacher: Jest to swobodna twórczość, bo ja wybieram artystów – jako kuratorka, „dyktatorka” wybieram osoby, które, no, interesuje mnie to, co one robią. Chcę się czegoś dowiedzieć, jak to robią, chcę z nimi przebywać. To też jest ciekawe. Później działamy – czasami był jakiś ogólny temat, ale bardziej jako podsumowanie całych działań, całego czasu, który razem spędziliśmy, niż jakiś narzucony temat. Jeżeli ktoś chciał malować na przykład w Tatrach górskie pejzaże, to wielka przyjemność, że przyjechał i tak się zachwycił pejzażem, że powstały tego typu prace – ale nie wymagam tego. Może ktoś przyjechać i robić, co chce, byle to było z serca.
Olga Pluta: I potem taki plener kończy się jakąś wystawą tych prac, która jest…
Anna Schumacher: Tak. Od bodajże trzech lat współpracuję z panią Hanką Tomaszkowicz, która prowadzi w Zakopanem piękne miejsce o nazwie Jaworina, przy Strążyskiej – i teraz nasze artystyczne wybryki są właśnie w Jaworinie.
Olga Pluta: I w tym roku kolejna edycja się szykuje.
Anna Schumacher: Tak, będzie jesienią, w październiku, kolejna edycja. Nazwałyśmy to z Hanią „Tatrzańskie Chichoty” i realizujemy ten projekt z przyjemnością. To pokazuje, że to spotkanie pełne przyjaźni i sympatycznej atmosfery, w którym wszyscy mają się dobrze czuć, mają się im tu podobać i mogą rozwijać swoje talenty. Wydaje mi się, że to jest niesamowicie wspaniałe ze strony Hanki, a wcześniej też Ireny, jej mamy, która prowadzi schronisko na Chochołowskiej. Muszę zawsze powiedzieć, że to jest bardzo ważne dla artystów, że są osoby, które chcą wspierać sztukę, jeżeli je to interesuje – to po prostu jest to, co nazywamy mecenasem sztuki. Miałam szczęście współpracować zawsze z osobami, które sztuka interesuje. Wcześniej nasz projekt wspierał pan Roman Roszkiewicz czy pan Andrzej Kawecki, a ze strony Parku Tatrzańskiego swego czasu wspierał plener pan Szymon Ziobrowski. Nie zapominam też nigdy o Muzeum Tatrzańskim, które gościło nas kilkukrotnie w swoich podwojach – były wystawy, pomagały pani Anna Surmiak, później pan Michał Murzyn, pani Julita Dębowska. To było zawsze bardzo miłe. Ale muszę powiedzieć, że pomoc i wsparcie takich osób, które na co dzień nie zajmują się sztuką, a wspierają artystów – tak jak Hanka, Jaworina, cały zespół Jaworiny, który nas wspiera przez ten czas, kiedy tu pracujemy – to jest naprawdę wyjątkowe.
Olga Pluta: A czy te idee, o których pani mówi, jeżeli chodzi o bycie kuratorką pleneru – czyli integrowanie środowisk, tworzenie pozytywnej atmosfery – są już dla pani ważne także w tworzeniu Miejskiej Galerii Sztuki i integrowaniu zakopiańskiego środowiska artystycznego?
Anna Schumacher: To znaczy, pracowałam wcześniej jako kuratorka po prostu artystów indywidualnych – praca z artystami to jest mój świat. Plener to jest taka trochę wisienka na torcie, coś, co chciałam zrealizować, bo dużo przebywałam na różnych wyjazdach plenerowych, i pojawiało się pytanie: skąd jesteś? Z Zakopanego. A tam jest tak ładnie, nie ma pleneru? No nie ma. To trzeba coś zrobić. I zrobiłam. Lubię organizować nowe projekty, różne współprace z różnymi artystami – były różne wystawy, różne projekty, nie tylko w Polsce, ale też na Słowacji czy w Czechach. Teraz szykujemy się do projektu słowacko-polskiego, który będzie miał finał w Krakowie pod koniec czerwca. Lubię współpracować z ciekawymi artystami, zawsze jest miło, że możemy coś razem stworzyć – lubię pracować na Słowacji, lubię pracować w Czechach, tam zawsze są jakieś interesujące, nowe galerie, nowe miejsca, to jest fajnie. A ponieważ pracowałam też jako kuratorka wystaw indywidualnych – na przykład z panem Zbigniewem Natkańcem, duża wystawa, którą dało się tutaj zrealizować w Zakopanem, z udziałem wielu osób – to jest właśnie to, co mnie interesuje. Interesują mnie artyści, współpraca z nimi, lubię spotkania w pracowniach, lubię oglądać. Jestem zawsze zainteresowana też pracami młodych osób – wiek nie ma znaczenia, ale powiedzmy, że młodzi artyści czasami potrzebują wsparcia albo dobrego słowa, i wydaje mi się, że ja też jako bardzo młoda debiutantka dostałam swego czasu wsparcie, na przykład od pani Barbary Brzozowskiej. To było ważne, to było ciekawe. Więc nie mam nic przeciwko temu, żeby też wspierać w jakiś sposób młodszych artystów – ale muszą robić coś ciekawego.
Olga Pluta: I chyba ta idea przełożyła się na pierwszą wystawę, którą pani zorganizowała jako kuratorka, jako dyrektor Miejskiej Galerii Sztuki w Zakopanem – wystawę „Razem”.
Anna Schumacher: Taki projekt na powitanie. Jestem bardzo wdzięczna kolegom i koleżankom tutaj zakopiańskim, że było tak serdecznie i był taki duży odzew na ten moment – że nie zawiodłam się, że pięćdziesiąt osiem osób bierze udział w tej wystawie. Nazwaliśmy projekt „Razem”, bo prezentuje aktualne propozycje artystów związanych z tym miastem. Myślę, że będziemy to kontynuować, troszeczkę wzbogacimy – może uda się rozwinąć ten projekt jakąś nagrodą publiczności, będziemy myśleć, nie mogę zdradzić wszystkiego. Ale wydaje mi się, że jest bardzo ważne, że artyści zakopiańscy mogą się tu zaprezentować, w tej Miejskiej Galerii Sztuki imienia Hrabiego Zamoyskiego, że to dobra przestrzeń dla artystów wizualnych, i że to środowisko jest tu bardzo aktywne – może na co dzień tego nie widać, ale miałam wczoraj taką przyjemność rozmawiania w galerii z osobami, które przyjechały z Łodzi, i z turystami, którzy zaglądają do galerii. Powiedzieli, że zaglądają zawsze, jak są w naszym mieście, i byli naprawdę zachwyceni – a ja byłam zachwycona, że oni byli zachwyceni. To było bardzo miłe.
Olga Pluta: A jakie emocje towarzyszyły pani na tym pierwszym wernisażu jako dyrektor Miejskiej Galerii Sztuki?
Anna Schumacher: Pewnie bym się lepiej bawiła, jakbym była widzem. Nie, żartuję trochę. Zawsze jest jakiś stres – debiut – ale powiem tak: naprawdę byliśmy jako cały zespół galerii spokojni, bo wiedzieliśmy, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty, instalując tę wystawę. To zawsze są trudne realizacje, bo pięćdziesiąt osiem osób, w sumie pięćdziesiąt siedem obiektów artystycznych – to nie jest łatwo zaaranżować. I zawsze mam na uwadze, że sama jestem jedną z osób, które tam wystawiają, więc wiem, że przychodząc na taką wystawę i widząc taką ekspozycję, chciałabym, żeby moja praca była przedstawiona w dobrym, godnym miejscu. Więc bardzo się staram, żeby podczas całej instalacji był w tym jakiś sens, żeby nikt nie czuł, że jego praca została niedoceniona. Wydaje mi się, że naprawdę udało nam się w tym roku bardzo elegancko i z takim oddechem zaaranżować tę wystawę, i jestem spokojna o to – nawet jeżeli pojawiłyby się jakieś słowa krytyki, wiem, że sama instalacja była naprawdę z sercem, i każdego chcieliśmy pokazać w interesujący sposób, bo te prace są ciekawe. Bardzo się cieszę, że wszyscy, którzy wzięli udział, zmobilizowali się i przedstawili swoje prace. Parę kolegów nie mogło wziąć udziału z powodu swoich prywatnych, indywidualnych projektów – to też rozumiem, ale powiedzieli, że w przyszłym roku na pewno będą uczestniczyć. A parę osób, można wręcz powiedzieć, wróciło do galerii – to dla mnie wielka sprawa, i cieszę się, że osoby, które na przykład od dziesięciu lat nie wystawiały w tej galerii, teraz znowu chcą wystawiać.
Olga Pluta: A pani Aniu, jak by pani chciała galerię, Miejską Galerię Sztuki w Zakopanem, rozwijać?
Anna Schumacher: Jak to, w jakim sensie?
Olga Pluta: Co chciałaby pani osiągnąć jako dyrektor Miejskiej Galerii Sztuki w Zakopanem?
Anna Schumacher: Wydaje mi się, że… Podjęłam się tego zadania trochę w takim momencie, rezygnując ze swoich prywatnych ambicji dotyczących własnej kariery. To jest nawet ciekawe, bo niektóre propozycje pojawiają się w życiu właśnie w momencie, kiedy dzieje się dużo – to nie było tak, że mało się działo w moim życiu artystycznym i szukałam czegoś w zamian. Właśnie nie – wszystkiego było dużo, i trochę ciężko było niektórym powiedzieć, że nie mogę się teraz tym zajmować. Ale, prosto mówiąc: chciałabym, żeby ta galeria była taką galerią sztuki współczesnej, jaką ja lubię odwiedzać, żeby były tam dobre wystawy, które sama miałabym ochotę zobaczyć. Nasza praca też nie będzie się ograniczała tylko do bazowania na zgłoszeniach propozycji do galerii – ja też szukam czegoś, co mnie interesuje, a ponieważ mnie to interesuje, chcę to komuś pokazać, bo jestem pewna, że to może być ciekawe dla innych. Są artyści znani, którzy nie byli wystawiani w Zakopanem, są artyści mało znani, a bardzo interesujący – i to nie jest łatwo do końca ocenić. Dlatego też powołałam radę programową w galerii, która składa się z osób związanych z tym miastem – one też będą mogły pomóc, będziemy mogli przedyskutować projekty, które chcielibyśmy zaprezentować i zobaczyć później w galerii. Wydaje mi się, że ważne jest pamiętanie o tym, że to jest galeria sztuki współczesnej – na samym początku, kiedy to podkreślałam, pojawiały się różne dyskusje, ale uważam, że nie należy się bać sztuki współczesnej. Należy po prostu zacząć częściej przychodzić do galerii na wystawy.
Olga Pluta: A są jacyś artyści, o których zaproszeniu pani marzy?
Anna Schumacher: No, oczywiście.
Olga Pluta: A mogłaby pani powiedzieć coś więcej?
Anna Schumacher: Jeżeli miałabym taką możliwość, to zawsze zapraszam Tadeusza i Barbarę Brzozowskich. Mam nadzieję, że taka wystawa też się pojawi w przyszłości – bardziej monograficzna, dotycząca konkretnych, już nieżyjących, ale bardzo ważnych zakopiańskich artystów. Natomiast ze współczesnych, ze świata, to jest długi temat. Jest parę osób, z którymi chciałabym współpracować, parę takich dużych nazwisk – co każdy galernik chciałby pokazać. Kiefera, na przykład. To pewnie jest niemożliwe, też ze względów finansowych, ale trzeba mieć swoje marzenia. Są też artyści, których chciałabym pokazać, z Czech czy ze Słowacji – mamy dobrą współpracę z miastami partnerskimi, więc można wykorzystać takie kontakty. Mam parę pomysłów już na przyszły rok, zobaczymy, jak się to uda zrealizować, będziemy rozmawiać z poszczególnymi osobami. Chciałabym, żeby galeria miała też taką bazę do zaprezentowania tego, co jest teraz przyjemne w wizytach w galeriach sztuki współczesnej – czyli miła atmosfera, jakiś mały gadżet, z którym można wyjść z galerii. Chciałabym, żeby to była taka galeria, jak na przykład – byłam niedawno w Holandii, wróciłam przedwczoraj, i zwracałam uwagę, jak tam jest zorganizowana taka przestrzeń. To jest ciekawe, jak to się zmienia, jakie są trendy w sztuce – lubię takie rzeczy obserwować, lubię być na bieżąco, staram się dużo odwiedzać galerie, jak gdzieś jadę, właśnie dlatego, że mnie interesuje, co mogę w takiej galerii zobaczyć, jak się tam czuję, jak to jest zorganizowane w innych krajach, jacy goście przychodzą do takich galerii. To jest ciekawe.
Olga Pluta: W pani planach chyba też jest to, żeby otworzyć galerię trochę dla najmłodszych.
Anna Schumacher: No.
Olga Pluta: To taki nowy kierunek.
Anna Schumacher: Na starszych i na młodszych, po prostu. Jest taki pomysł, żeby zrobić wystawy dedykowane całkiem małym widzom, mam nadzieję, że też się to uda zrealizować. Myśl jest taka – inaczej to ujmę: bardzo dużo osób mówi, że nie zna się na sztuce, że nie przychodzi do galerii, bo się na sztuce nie zna. Ale w ogóle nie o to chodzi – trudno powiedzieć, czy ktoś się zna, czy nie zna na sztuce, i w ogóle nie ma sensu się nad tym zastanawiać. Po prostu trzeba chodzić, oglądać, i wiedzieć: to mi się podoba, to mi się nie podoba – i to jest wszystko. Ale żeby przyjść w ogóle do galerii i mieć to w zwyczaju, żeby to nie było coś dziwnego, to po prostu trzeba do niej chodzić, wydaje mi się, i mieć z tego jakąś radość od dziecka. Pamiętam, jak mój syn, jako mały chłopaczek, lubił chodzić do Bunkra Sztuki w Krakowie, bo tam były wystawy, które były na poważnie, ale dla najmłodszych. Można coś takiego zrealizować też w Zakopanem, czemu nie.
Olga Pluta: A pani osobiście też ma niesamowite wspomnienie związane z Miejską Galerią Sztuki z czasów, kiedy była pani małą dziewczynką.
Anna Schumacher: Okropne – zgubiłam się w galerii. No bo ta galeria jakoś jednak jest, jak to mówią Czesi, „sercówka”, czyli coś takiego zawsze bliskiego – to dobre słowo, sercówka. Mam słabość do Miejskiej Galerii Sztuki w Zakopanem, i chciałabym się jakoś za to odwdzięczyć, bo to bardzo dużo miłych przeżyć związanych z tą galerią i wspomnień, także ciekawych spotkań. Zawsze to było miejsce, o którym dużo osób jeszcze wspomni, że to BWA – ale widać było, że to BWA było jakimś centrum, że tam się coś działo. Myślę, że możemy do tego wrócić. Teraz galeria już nie jest Biurem Wystaw Artystycznych, jest niezależną miejską galerią w Zakopanem. Zapraszam.
Olga Pluta: Dobrze, to może już kończąc powoli naszą rozmowę, powiedzmy o tym, co aktualnie dzieje się w galerii. Do kiedy trwa aktualna wystawa? Jak można państwa odwiedzić?
Anna Schumacher: Teraz pokazujemy artystów zakopiańskich na wystawie „Razem” – All together now. To wystawa zbiorowa, pokazująca najnowsze dzieła artystów związanych z tym miastem. Trwa do lipca.
Olga Pluta: Do dwudziestego piątego lipca.
Anna Schumacher: Tak, do lipca. Miło mi się spotykać z osobami, które odwiedzają galerię, bo lubię czasem zapytać, co się podoba, a co się nie podoba – i to, co się nie podoba, jest dużo bardziej interesujące w galerii, warto tego posłuchać. Więc czasami pozwalam sobie zaczepić widzów, pytając, co myślą o wystawie.
Olga Pluta: I myślę, że warto wspomnieć, że wstęp do Miejskiej Galerii Sztuki w Zakopanem jest bezpłatny.
Anna Schumacher: Tak, wstęp jest wolny, zapraszam. To jest ważne na przykład dla studentów i osób, które nie spodziewają się, że to jest takie miłe miejsce.
Olga Pluta: I też przy samych Krupówkach, czyli w najbardziej atrakcyjnym miejscu w Zakopanem.
Anna Schumacher: Tak, jesteśmy w centrum Krupówek, we wspaniałym budynku – zawdzięczamy go hrabiemu Zamoyskiemu. I muszę powiedzieć, że cały czas, kiedy tam jestem, doceniam tę ideę, którą hrabia Zamoyski stworzył. Budynek Bazaru Polskiego – takich budynków były tylko dwa w Polsce – a Galeria Sztuki, ta przestrzeń, była od początku przeznaczona na cele wystawiennicze. Dlatego zawsze bronię też galerii, bo odbywają się tam koncerty, są różne zdania na temat akustyki i tak dalej, ale ja mówię: „Ta sala była zawsze tworzona na to, żeby była salą wystawienniczą. To nie jest sala koncertowa” – więc w ogóle nie bierzmy pod uwagę takich kryteriów oceniania tego miejsca. To jest bardzo dobra sala, z dobrymi możliwościami, wydaje mi się, że jedna z ładniejszych w południowej Polsce. I nic lepszego nie powstało od czasów hrabiego Zamoyskiego, niestety, w Zakopanem. A idea, że sklepy na dole miały wspierać przestrzeń wystawienniczą na górze, niekomercyjną z założenia, to była genialna idea, ponad sto lat temu. Hrabia był wizjonerem i poświęcił swoje fundusze na to, żeby takie miejsce powstało, i nic lepszego nie powstało od tego czasu – tak, z taką fantazją i ideą dla miasta Zakopane. Bardzo należy doceniać hrabiego. I miło mi, że wchodząc do części wystawienniczej, do części biur, mamy piękny obraz autorstwa pana Arkadiusza Walocha, gdzie hrabia jest przedstawiony na tle Tatr – wielka postać dla Zakopanego i dla Polski w ogóle. To naprawdę doceniam.
Olga Pluta: Pani Aniu, bardzo dziękuję za rozmowę.
Anna Schumacher: Dziękuję.
Olga Pluta: Bardzo miło mi się rozmawiało. Wielu rzeczy nowych się dowiedziałam na temat Zakopanego.
Anna Schumacher: Na temat litografii.
Olga Pluta: Na temat litografii, na temat Zakopanego, na temat pani twórczości. Naszym gościem była Anna Schumacher, zakopiańska artystka, dyrektor Miejskiej Galerii Sztuki w Zakopanem. Bardzo dziękuję za tę rozmowę.
Anna Schumacher: Dziękuję.